„Czuję się spełniona jako kobieta”

rozmowa z Iwoną Kowalską (mamą Jeremiasza), skrzypaczką, od 22 lat żoną Grzegorza, matką Jeremiasza, Zachariasza, Samuela i ich sióstr

Wielu powiedziałoby, że dokonuje Pani swoistego cudu godząc wszystkie obowiązki, spełniając się jako małżonka, pani domu, matka siedmiorga dzieci, artystka. Czy to w ogóle możliwe? Jaki jest na to przepis? Skąd w Pani tyle siły?

Mama Jeremiasza: To wszystko jest możliwe dzięki miłości, która rośnie wraz z czasem i liczbą dzieci. Nie wyobrażam sobie zostawić rodziny, czy wyjechać, dla pieniędzy czy czegoś innego. Dzieci potrzebują matki i ojca. Chcemy być razem. Lubimy być razem, bardzo lubimy.

Z wykształcenia jestem skrzypaczką. Zawsze chciałam grać, robić coś z muzyką. Do momentu narodzin dzieci pracowałam w szkole, ucząc gry na skrzypcach. Ale ta praca nie satysfakcjonowała mnie do końca. W kobiecie są jakieś takie uczucia macierzyńskie, które ją spełniają. Mnie najbardziej cieszy oddanie dla domu i dzieci.

Nie chcę brzmieć patetycznie, ale wierzę, że Bóg ingeruje w nasze życie, że kreuje naszą historię, dając to, co dla nas najlepsze. Całe moje życie — mąż, dzieci, muzyka sprawia, że czuję się spełniona jako kobieta.

Czy zdajecie sobie sprawę, że spełniacie na scenie bardzo ważną pozaartystyczną rolę — dajecie pozytywne, radosne świadectwo o tym jak piękna i szczęśliwa jest duża rodzina? Co powiedziałaby Pani kobietom, które boją zakładać się duże rodziny, z obawy, że nie dadzą rady obowiązkom?

Mama Jeremiasza: Zdaję sobie sprawę, że dziś takie świadectwo jest niezbędne. Ja sama zobaczyłam u kogoś, że to jest możliwe mieć dzieci, być szczęśliwym i nie narzekać. Widząc taką rodzinę, sama chciałam taką mieć.

Ja nikogo nie chcę pouczać, nie czuję się w żaden sposób od nikogo lepsza. Widzę swoje słabości i widzę, że to co mamy, byłoby bez Boga niemożliwe. Nie chcę nikogo sądzić, czy potępiać, że nie ma dzieci, bo zdaję sobie sprawę, że ludzkimi siłami to bardzo trudne. Ale odkryliśmy, że możemy pokazać naszym życiem, że to możliwe. Nie wystarczy mówić, nie trzeba potępiać, należy pomagać przykładem.

Piosenka z wartościami to Wasz sposób na dawanie tego przykładu?

Mama Jeremiasza: Odkryliśmy, że piosenka ma niesamowitą moc. Przez nią można mówić o życiu. A potem słyszymy „fajne rzeczy piszecie, co Was natchnęło? Codziennie śpiewam Wasze piosenki, one są o moim życiu”. Zobaczyłam, że nasze piosenki trafiają do wielu ludzi. Cieszę, się, że weźmiemy udział w Marszu dla Życia i Rodziny, to zgodne z naszym przesłaniem.

W zespół zaangażowana jest praktycznie cała rodzina. Pracujecie i odpoczywacie razem. Musicie mieć chyba wszyscy idealne, kompatybilne charaktery?

Mama Jeremiasza: [Śmiech] Nie, chyba nie o to chodzi. Charakter każdy ma inny, jesteśmy normalni, jak wszystkim, i nam zdarzają się sprzeczki. A praca razem to dla nas przyjemność. Znamy się wszyscy dobrze. Poza tym jest łatwiej — jest ojciec, który pilnuje dyscypliny, a matka widzi słabości i potrzeby dzieci. Pilnujemy, żeby nie zrobić z dzieci „gwiazd”, co by mogło je skrzywdzić. Chcemy, żeby muzyka była świadectwem naszego życia, bronimy się przed „sławą”, to mogłoby zabić w nas pewną spontaniczność. Niektórzy ludzie mają własne wizje odnośnie tego co powinniśmy robić, ale my nie chcemy, żeby nami dyrygowano. Cieszymy się, że to wszystko nasze.

Dziękuję za rozmowę.