„Przede wszystkim jestem ojcem rodziny”

rozmowa z Grzegorzem Kowalskim (46 lat), od 22 lat mężem Iwony, ojcem dziewiątki dzieci, z wykształcenia i zamiłowania muzykiem

Skąd pomysł na zespół?

Tata Jeremiasza: My jesteśmy muzykami. Żona jest skrzypaczką, ja gitarzystą. Graliśmy od zawsze, najpierw covery, bo trudno jest coś ułożyć. Potem pojawiły się dzieci i przyjaciele namawiali nas na zespół rodzinny. Tak się zaczęło.

Kim jest Jeremiasz?

Tata Jeremiasza: To tajemniczy człowiek [śmiech]. Rodziły nam się same córki, pierwsza, trzecia, druga, czwarta, piąta, a potem na świat przyszedł chłopak. Mieliśmy różne pomysły na imię, podobało nam się Mikołaj, ale w końcu daliśmy Jeremiasz —bardzo podoba mi się ta postać.

Jeremiasz jest szóstym dzieckiem z kolei. Ma 12 lat, w naszym zespole gra na  gitarze. Kiedy żona była w ciąży kolejny raz, zastanawialiśmy się, czy jak będzie chłopak, nie trzeba będzie zmienić nazwy zespołu, ale urodziła się Zosia, na tym się nie skończyło doszło dwóch chłopaków Zachariasz i Samuel i nazwa już nie odzwierciedla w pełni konfiguracji rodzinnej.

Jak określacie profil zespołu i charakter twórczości? Czy w Waszym przypadku można mówić o sztuce rodzinnej?

Tata Jeremiasza: To nawet nie jest zespół muzyczny, ale zjawisko społeczne. Dbamy o muzykę, ale nam chodzi o treści, o przesłanie — robimy to, bo widzimy kryzys wartości i kryzys rodziny. Chcemy nie tyle krytykować, co głosić, opowiadać. Pomyśleliśmy, że piosenka jest dobrym nośnikiem pozytywnego przekazu.

Co to za przekaz?

Tata Jeremiasza: Że warto mieć rodzinę. Sam kiedyś nie chciałem mieć wielu dzieci. Jedno dziecko i pies to był mój model na życie. Potem, jak się to wszystko stało, zobaczyłem, że moim podstawowy problemem był lęk — strach przed następnym dzieckiem. Dla kobiety — przed trudem ciąży i porodu, dla mężczyzny — lęk przed odpowiedzialnością za rodzinę. Czy będę miał pracę? Czy dam radę wychować, utrzymać?

Cała Europa ulega dziś idolowi wygody — uwierzyliśmy, że życie wygodne jest najlepsze. Ja nie jestem przeciwny, też chcę żyć wygodnie, ale jeśli to stawia się na pierwszym miejscu — to widzimy co dzieje się dziś na Zachodzie. Przepełnione domy starców, w których ludzie bez miłości umierają jak muchy. Nie „tracili” życia na dzieci, a dziś nie ma ich kto odwiedzić, snują się z kąta w kąt.

Wy znaleźliście sposób na pokazanie, że można inaczej?

Pomyśleliśmy, dlaczego nie powiedzieć o tym przez piosenkę? Że jeśli ktoś „traci” swoje życie na ciążę, poród, wstawanie w nocy, zmienianie pieluch, wyżywienie, wychowanie, rezygnowanie ze swoich wygód, z tego co chce robić — paradoksalnie to przynosi mu życie i radość. Niby „traci” życie, a zyskuje je. Dobry samochód, ładny dom — po co to komu, jeśli zionie pustką? A my mamy rodzinę. Mamy dla kogo cierpieć i dla kogo żyć. To jest wielka radość i o tym chcemy opowiadać. Jeśli ktoś się o tym dowie, to jest życiowa rewolucja.

Kto pisze teksty/muzykę? Czy inspirujecie się w swojej twórczości jakimiś innymi artystami ze sceny polskiej lub zagranicznej?

Tata Jeremiasza: Muzykę piszemy sami. Zdajemy sobie sprawę, że jest „świeża”. Jako muzycy graliśmy zawsze klasykę, lubimy też jazz, a tu nagle zaczęliśmy komponować muzykę popularną, która ma dotrzeć do wielu ludzi.

A teksty piszę z żoną. To nasze przemyślenia, nasze doświadczenie. W tym sensie są naszą własnością, choć zdajemy sobie sprawę, że bez Boga tego doświadczenia by nie było.

Czy Wasza twórczość jest religijna?

Mówimy o życiu człowieka, o tym, co dotyczy każdego, też tego, co nie wierzy w nic. Chcemy docierać do wszystkich ludzi, również tych, którzy nie chodzą do Kościoła. Każdy ma ten sam problem — boi się życia, boi się je stracić. Wiemy, bo ludzie mówią nam często „to jest o moim życiu”. Zdarzyło się, że po koncercie podeszła do nas kobieta w niewidocznej jeszcze ciąży. „Wahałam się, czy nie usunąć, ale jak widzę, że Wy żyjecie, a to tylko moje drugie dziecko, zdecydowałam się urodzić”.

Na scenie świadczymy tym, że rodzina wielodzietna nie musi być patologią. Nie musimy robić tam nie wiadomo czego. Wychodzimy z dziewiątką dzieci, ktoś na nas patrzy i myśli „I jeszcze śpiewają?” To jest świadectwo życiem, nie tylko słowem.

Użyczycie piosenki „Rodzina” na muzyczny motyw przewodni Marszu dla Życia i Rodziny. Co to za piosenka?

Tata Jeremiasza: To taki nasz hymn. Wszystkie nasze piosenki powstały kilka lat temu, kiedy straciliśmy pracę. Żona usłyszała „albo Pani rodzi dzieci, albo pracuje”. Zdecydowaliśmy się rodzić dzieci, zaufaliśmy Bogu. Był kryzys. Pomyśleliśmy: „a może napiszemy o tym jakieś piosenki?” I udało się.

Do napisania „Rodziny” zainspirowało nas pewne wydarzenie w gminie. Kiedyś jeździliśmy z żoną z filharmonią objazdową po szkołach. Po 2–3 latach chcieliśmy odnowić kontakty, ale okazało się, że wielu z dawnych szkół już nie ma. Pięknie odremontowano trzeba było zamknąć z braku uczniów. Rodzice strajkowali, a dyrekcja stawało na głowie, żeby szkołę przywrócić do życia, ale po prostu zabrakło dzieci. Stąd fragment piosenki „kto się będzie w szkole uczył?”. Takie sytuacje są wszędzie – „kogo lekarz będzie leczył?” — to też z naszego życia. Lekarze zabiegają o naszą rodzinę, bo jest nas dużo. A jak kupuję podręczniki do szkoły dla dzieci, to widzę, że pani w księgarni chwali Boga, że przyszedłem.

Jeśli ludzie nie przełamią strachu przed rodzeniem dzieci — szkoły będą zamykane, lekarze nie będą mieli kogo leczyć, dziadkowie skończą w domach starców… to wszystko jest w piosence.

Urodzenie i wychowanie dziecka to gigantyczna przysługa dla społeczeństwa, to lepsze niż wybudowanie osiedla, no bo po co budować, skoro nikt ma tam nie mieszkać? To najlepsza praca jaką sobie można wyobrazić. Dzisiaj, często brakuje tej świadomości. Wierzymy, że przez piosenkę można coś obudzić.

Zespół to dla Pana osobiście misja? Praca? Hobby? Sposób na życie rodzinne? Wszystko po trochu?

Tata Jeremiasza: Jestem muzykiem, lubię to. Druga rzecz to potrzeba, która dojrzewała przez lata. Kiedyś byłem egoistą: wygodny fotel, gazeta, mecz, dziś przynajmniej wiem, ze nim jestem. Przyszły dzieci i wyrwają mnie z egoizmu. Dziś przede wszystkim jestem ojcem rodziny. Żyć dla kogoś — żony, dzieci – to jest największe szczęście.

Dziękuję za rozmowę.